DSC_1200

  Ten post miał być o pakowaniu torby do szpitala, ale powiem szczerze, brak mi weny:-D Za to pomyślałam sobie, że czemu by nie opowiedzieć troszeczkę jak ostatnio korzystaliśmy z rodzinką z przepięknej pogody! Mamy trochę zdjęć i można co nieco pokazać. Na żadnym nie ma mnie, bo stałam nie po tej stronie obiektywu, także mnie nie zobaczycie, za to chętnie pochwalę się moim modelowym synem:-P
  Wybraliśmy się do pobliskiej stadniny koni, żeby przedstawić Olisiowi na żywo te przepiękne stworzenia. Nastawialiśmy synka całą drogę, wzięliśmy jabłuszka, żeby je karmić i żeby dziecko miało frajdę nie z tej ziemi. I naprawdę się cieszył! Daniel wziął go na opka, podszedł do pierwszego konia w stajni i… wszystko było jako tako dopóki nie zarżał… no jak na złość. No zarżał im prosto w twarz bezczelnie, dziecko w szoku i już frajda z koni się skończyła. Oliś nie chciał już karmić nawet innych okazów, już nie mówiąc o podchodzeniu do nich. Albo był na rękach albo stawał w bezpiecznej odległości (tj. około 10 metrów od barierek) i powtarzał: „boi się, boi się, boi się…” i wyglądał wtedy tak:

 
  Nie pozostało nam (rodzicom co chcieli dobrze, a wyszła figa) nic innego jak rozdać jabłka między konie, popstrykać parę fotek i uciekać z miejsca zdarzenia, żeby nie pogarszać dziecku traumy. Oto piękności jakie podziwialiśmy w wielkim pośpiechu:

 

  Po tym incydencie pojechaliśmy na plac zabaw, ale tam w sumie zdjęć nie robiłam. Oliś był chyba tak podekscytowany, że jest tam tyle dzieci, że oniemiał biedak i nie był w stanie z żadnych atrakcji korzystać. Stał jak posąg niemalże i podziwiał „przedszkole”. Zdecydował się jedynie na huśtawkę.
  Wyszło na to, że chyba z Danielem zbyt bardzo się staraliśmy tego dnia. Oliś w rezultacie był najszczęśliwszy z nami na swoim podwórku, między kwiatkami, z kotkami, w piaskownicy i na spacerku w lesie. Tutaj jest jego królestwo.
Summa summarum jak by nie było, to był naprawdę udany dzień. Spędziliśmy go całą rodzinką, humorki dopisywały, pogoda sprzyjała, nic nas nie goniło. Czego chcieć więcej? A Oliś? Dojrzeje. Troszkę strachliwe z niego stworzonko, ale przekochane. Zachwyca mnie u niego to, że naprawdę umie się cieszyć z małych rzeczy. Chciałabym, żeby mu tak zostało. Będzie wtedy bardzo szczęśliwym człowiekiem. Tak sobie myślę… jak to dobrze być dzieckiem:-)

  Bardzo lubię zdjęcia. Mam ich sporo i sporo robię- szczególnie mojemu synkowi. I tak sobie pomyślałąm, że co jakiś czas będę wstawiać takiego zdjęciowego posta. Co wy na to?

Written by Karolina Szcześniak
Hej kochane! To ja Karolina. Na co dzień przede wszystkim mamuję i żonuję, co nie znaczy, że w moje życie wkradła się rutyna! Pragnę dzielić się z Wami nie tylko swoim mamuśkowym doświadczeniem i kreatywnymi pomysłami na formy spędzania czasu z dziećmi, ale też swoją miłością do twórczości. Czasem igła z nitką, czasem farby, papier ścierny, może filc, koraliki, stare ciuchy, innym razem aparat fotograficzny- to moje niezbędne narzędzia. Choć na pewno na nich nie poprzestanę! - bo ja Love Creation!
  • Jestem za 😀 Robisz piękne zdjęcia pięknemu modelowi :-)